Przedstawię na łamach tego artykułu zadziwiające zjawisko, jakim są kulty cargo (ang. ładunek, towar, fracht). Wszystko prawdopodobnie zaczęło się już w czasach wielkich odkryć geograficznych, kiedy to prymitywne ludy wysp na Oceanie Spokojnym spotkały się z białym człowiekiem. Jakie szanse mieli rdzenni mieszkańcy w starciu z zaawansowanymi technologicznie przybyszami? Oczywiście żadne, toteż szybko zostali zatrudnieni przy plantacjach, pracując dzień i noc za resztki pożywienia, które ledwo wystarczały do życia.
Ale nie bezpodstawnie człowiek nazywa siebie istotą inteligentną – tubylcy obserwowali działania przybyszów i wyciągali wnioski. Przybysze umierali – więc nie mogli być bogami, ale na pewno byli przez nich obdarzeni łaską, gdyż dostawali od nich zza oceanu pożywienie i magiczne artefakty pomagające w przetrwaniu. Szamani zaczęli się zastanawiać, czemu ich ludu nie spotyka taka łaska – wniosek był prosty – bo za mało czci oddają Bogom. Zaczęli więc uważnie obserwować działania białych, aby odkryć sposoby zjednywania sobie bogów. Pewnego dnia przestali przychodzić do pracy. Nie mógł to być bunt, gdyż nie pracowali też na swoich polach. Okazało się, że zaczęli tworzyć konstrukcje, które przypominały porty, budynki, przedmioty używane przez białego człowieka i tańczyli wokół nich, czekając aż do nich też przybędą dary bogów na statkach zza oceanu. Kulty cargo najbardziej rozwinęły się w trakcie II Wojny Światowej, co nie jest dziwne, zważywszy na częste wizyty białego człowieka z zaawansowanymi urządzeniami w trakcie działań wojennych na Pacyfiku. Samoloty musiały być dla rdzennej ludności tych wysp potężnym szokiem na miarę kontrolowania żywiołów.
W nowych warunkach zaczął rozwijać się także kult cargo, tubylcy tworzą imitacje lotnisk, radiostacji i udają, że z kimś przez nie rozmawiają, czekając na bogów, którzy przelecą z nowym zaopatrzeniem. Okazało się, że te metody... czasami działały, gdyż samoloty lecące nad wyspami, niekiedy myliły je z prawdziwymi pasami startowymi i próbowały lądować - z tragicznym skutkiem. Jako że po II Wojnie Światowej ładunki przestały przylatywać, a bialy przestali interesować się tamtejszymi terenami, ich ludność stwierdziła, że muszą robić coś nie tak w swoich rytuałach. Obiektem kultu mógł być też jakikolwiek obiekt sprowadzony na wyspy przez białych. Np. jeden z kultów czci portret Króla Wielkiej Brytanii Jerzego V jako "Ihova" czyli dosłownie tłumacząc Boga.

Na statkach z żywnością
często widniał symbol czerwo-
nego krzyża, który szybko
stał się obiektem modłów
Często też sami biali byli brani za bogów. Taka sytuacja spotkała na przykład Sir Francis'a Drake'a, który został wzięty za boga przez szczep Indian z Ameryki Północnej. Ale chyba najciekawszy przypadek to dzieje żołnierza amerykańskiego Johna Fruma, który przybył na wyspę Tana w Polinezji w 1943 roku. Frum użył swojej podręcznej apteczki aby pomóc niektórym tubylcom także szybko zaczęli go uważać za cudotwórcę. Żył wśród nich i opowiadał im o swojej ojczyźnie jak o raju i że kiedyś tam wróci. Nic dziwnego, że mieszkańcy wyspy wzięli go za boga. Kiedy odpłynął obiecał im, że kiedyś do nich wróci, niestety tego nie zrobił, lecz na wyspie wciąż na niego czekają.
Czasami jednak zdażają się przypadki co najmniej zastanawiające i niepodobne do innych. Chodzi głównie o ich tajemniczą genezę, bowiem okazuje się, że niektóre z tych kultów sięgają daleko wstecz przed przybyciem na te wyspy białego człowieka... Dotyczą one przeważnie istot, które przyleciały z gwiazd na swoich statkach i uczyły tubylców różnych rzeczy. Indianie Kayapo podczas rytualnego tańca ku czci bogów z nieba, przebierają się w stroje, w które mieli być ubrani ci bogowie – przypominają one dzisiejsze skafandry kosmiczne. Więc czyżby genezą wszystkich religii była faktyczna ingerencja z "zewnątrz"? Spójrzmy choćby na wizję Ezechiela:
"I widziałem, a oto wiatr gwałtowny przychodził od północy, i obłok wielki, i ogień pałający, a blask był około niego, a z pośrodku jego wynikała jakoby niejaka prędka światłość, z pośrodku, mówię, onego ognia." (Biblia Gdańska 1632 r.)
Czyż nie kojarzy się nam ona z NOL–ami? Dodajmy do tego jeszcze dziwne "pasy startowe" stworzone w różnych rejonach świata, jeszcze zanim ktokolwiek z Ziemi mógł przybyć, aby zapoczątkować tam kulty cargo. W końcu w naszej historii jest wiele dowodów na taki stan rzeczy – może wszystkie, nawet największe religie też mają swoje źródło w obcej ingerencji?
Linki do innych stron: Haley Bennett & Haley Bennett in English